o Surynie

Andrzej Sulima – Suryn  urodził się 7 listopada 1952 roku w Krzyżu Wielkopolskim. Ukończył Studium Kulturalno – Oświatowe i Bibliotekarskie we Wrocławiu. Pracował na różnych stanowiskach w wielu placówkach kulturalnych. Współdziałał z artystami skupiającymi się w grupie Łódź Kaliska. Był literackim instruktorem na warsztatach dla młodzieży w Węgorzewie. Wiązał się z grupą poetów i plastyków Mazur i Suwalszczyzny Dom Marka. Owocem jego współpracy z Waldemarem Czechowskim i Andrzejem Różyckim były trzy filmowe dokumenty artystyczne. Był współtwórcą grupy multimedialnej SDS. Wspólnie z Wojciechem Markiem Darskim wydał cykl wierszy Collage image. Pracował w Młodzieżowym Ośrodku Psychologicznym w Warszawie, gdzie wykorzystywał sztukę jako formę terapii. W galerii u Hanny i Jana Rylke na Ursynowie prezentował swoje kolaże i projekty. Zajmował się ekologią – uczestniczył w warsztatach ekologicznych, prowadził zajęcia zwane „ czytaniem krajobrazu” i organizował „zielone szkoły”. Współpracował z teatrem w Węgajtach. Pisał teksty dla Stanisława Sojki. Zmarł 8 maja 1998 roku w Montrealu, gdzie miało się odbyć spotkanie z poetą z Polski organizowane przez Polski Instytut Naukowy i Bibliotekę Polską im. W. Stachiewicz.

Byłem cichszy od świata
Pewnie dlatego mnie ominął…

Za życia wydał tylko jeden tomik, choć jego utwory były publikowane w wielu czasopismach literackich. Były inspiracją dla Henryka Wańka, który wykonał do nich ilustracje. Stanisław Sojka skomponował muzykę do utworów, które stały się przebojami. Ryszard Kapuściński cytował Suryna w Lapidarium VI. To dzięki staraniom matki poety ukazują się kolejne zbiory wierszy. Walentyna Suryn ma 95 lat i jak twierdzi – Andrzej z góry dodaje jej sił. Z lupą w ręku przepisuje rękopisy syna odnajdywane w notesach, zeszytach, kawiarnianych serwetkach czy w listach inkrustowanych rysunkami poety.
Zaliczany w poczet poetów wędrownych, Piotr Matywiecki pisał o nim: „ Szedł przez świat i życie z kosturem w ręku”. Potrzeba ciągłej peregrynacji gnała go do Warszawy, Łodzi, Gorzowa. Chętnie przemierzał otwarte przestrzenie Warmii i Mazur. Gościł w domach przyjaciół, grał na drumli, medytował i odchodził pozostawiając wiersze. Ciszę i samotność odnajdywał w klasztorach. W Lubiniu medytował wspólnie z ojcem Janem Bereza. Byli zgodni, że poezja i religia są sobie bliskie, ponieważ wskazują na to, co niewyrażalne. Wiele czasu spędzał na skarpie nad Drawą, gdzie poznał Robinsona, zecera spod Częstochowy, który zamieszkał nad rzeką, kiedy dowiedział się, że jest śmiertelnie chory. Godzinami siedzieli przy ognisku, podziwiali przyrodę, rozmawiali, milczeli. W poszukiwaniu nauczyciela duchowego, z równą pasją czytał Mertona, Junga, Laotsego, Steinera, Simone Weil czy Mistrza Eckharta. Studiował nauki Dalajlamy i jeździł na spotkania różokrzyżowców. Ostatnim mistrzem był dla niego Jezus.  Muzeum Literatury w Warszawie przechowuje nagranie, w którym ciepłym, spokojnym głosem snuje opowieść o swoich fascynacjach haiku i o drodze, którą przebył, aby zrozumieć kim jest. Pod koniec życia marzył o zbudowaniu pustelni i życiu średniowiecznego ascety. Z czasem potrzebował coraz mniej, spał na podłodze, żywił się ziarnami i ziołami. Ostatnią podróż zakończył w montrealskim Iron Hill. Odszedł z listem w ręku, w którym pisał: „ Modlę się o świat, bo nie wygląda najlepiej”.
Szary kamień na grobie poety; tradycyjne non omnis moriar i zapadające w serce haiku:

Miłość jest jak otwarty skarbiec
Ptaki wiją w nim gniazda
I obłoki żeglują swobodnie

Andrzej Sulima – Suryn był obdarzonym urokiem osobistym erudytą, posiadającym niezwykłą charyzmę, szczególnie wrażliwym na piękno przyrody i wyjątkowo oczytanym. Posiadał poczucie humoru, które przejawiało się w celnych ripostach i żarcie literackim. Niemal przez całe życie borykał się z problemami finansowymi, co nie miało żadnego wpływu na jego wybory. Do końca pozostał wierny takim ideałom, jak wolność osobista i prawda. Gardził pieniędzmi i sławą. Zmarł w pełni sił twórczych. Na zawsze pozostał wolnym ptakiem. Pozostawił rękopisy wierszy, pamięć w sercach przyjaciół oraz legendę poety-wiecznego pielgrzyma.

  ***

Bądź wyzłocony
zachodzącym słońcem
dopóki żyjesz
a i potem niech Ci się
wiedzie – mówiłem na wiatr
do niego – bliźniego, obracając
Ziemię stopami, jesień, Cezanne
oszronione śliwki – gdziekolwiek
bym nie szedł wracałem do domu
przez kalejdoskop świata,-
– a jak szedłem
to chwaliłem i modliłem co
widziałem
– bo piękno jest w nas-
-wzrokiem Pana

 

Tao

                         nie tylko dla mnie 


To pisało się samo
wiatrem, krwią, wodą,
litera zjawiła się bez dłoni
słońce nie okłamało mnie
dałem wszystko – dostałem wszystko
moje ciało było fletem i łopatą,
wspaniałą ucztą dla ziemi
pieśń nie szukała słów –
– byłem nią – rzuciłem ziarna
szeroko – szeroko
sikorki śmiały się do rozpuku –
– razem ze mną.

10. rocznica śmierci